Podczas przeglądania różnych blogów parentingowych, co rusz
trafiam na informację o tym, jak to cudownie ogarnąć rzeczywistość przy
niemowlęciu dzięki rutynie i dobrej organizacji. Ten wpis będzie o czymś zgoła odmiennym… Mianowicie,
jak ogarnęłam rzeczywistość dzięki NieRutynie.
Próbowałam, uwierzcie mi próbowałam bardzo. Wstawanie o tej
samej godzinie, spacery, przymusowe drzemki, regularne karmienia, co trzy godziny,
kąpiel, wyciszanie i kładzenie spać o tej samej porze. Jednak jak się okazało
moje dziecko zasypia, kiedy chce i budzi się, kiedy chce, choć najczęściej nie
śpi, więc i się nie budzi. Nie śpię również i ja...
Na spacerach moje dziecko dostaje spazmów, więc mój wypasiony, oldschoolowy wózek mogę wsadzić sobie w pociążową diupię. Bez obaw, zmieści się. Drzemki? A co to? To te momenty kiedy ONO zasypia, a ONA coś przekąsza albo bierze prysznic? Drzemka w naszym wydaniu wygląda tak, że ONA leży i ONO leży na ONEJ. Choć ostatnio ONO leży na ONYM i ONA ma czas dla siebie, czyli robi obiad, myje gary, odkurza, pierze i czasem uda jej się skrócić obgryzione pazury. Karmienia co trzy godziny? Mój Ptaszek je kiedy chce i jak długo chce. Amen. Od pediatry słyszę: „ONO traktuje pani pierś jak smoczek, po karmieniu proszę odstawić!”. Tak jest! Natychmiast! Łatwo powiedzieć. Metoda usypiania przy piersi jest jedną ze skuteczniejszych. Ma co prawda swoje wady, mianowicie działa tylko i wyłącznie wtedy, kiedy dziecko za przeproszeniem wisi na cycu. Ale! Dobre i to!
Na spacerach moje dziecko dostaje spazmów, więc mój wypasiony, oldschoolowy wózek mogę wsadzić sobie w pociążową diupię. Bez obaw, zmieści się. Drzemki? A co to? To te momenty kiedy ONO zasypia, a ONA coś przekąsza albo bierze prysznic? Drzemka w naszym wydaniu wygląda tak, że ONA leży i ONO leży na ONEJ. Choć ostatnio ONO leży na ONYM i ONA ma czas dla siebie, czyli robi obiad, myje gary, odkurza, pierze i czasem uda jej się skrócić obgryzione pazury. Karmienia co trzy godziny? Mój Ptaszek je kiedy chce i jak długo chce. Amen. Od pediatry słyszę: „ONO traktuje pani pierś jak smoczek, po karmieniu proszę odstawić!”. Tak jest! Natychmiast! Łatwo powiedzieć. Metoda usypiania przy piersi jest jedną ze skuteczniejszych. Ma co prawda swoje wady, mianowicie działa tylko i wyłącznie wtedy, kiedy dziecko za przeproszeniem wisi na cycu. Ale! Dobre i to!
Nie ułatwia faktu również to, że moje dziecię jest z rodzaju
high need baby, czyli tzw. „wymagające niemowlę”. I tu od razu zaznaczę, że ONO jest naprawdę
high, a nawet HIGH. Nie, że ojej coś tam sobie popłakał i dzisiaj dłużej niż
zwykle wisiał na cycu. Jan drze się od jakichś czterech miesięcy, a
uśmiechnięty jest tylko wtedy, gdy jest przyklejony do mnie albo do męża.
I w pewnym momencie moja frustracja osiągnęła apogeum. Myślałam,
że mi głowa wybuchnie i przysięgam, że przeglądając się w lustrze widziałam, jak
z moich uszu leci coś na kształt dymu.
Zrozpaczona zaczęłam zgłębiać blogi parentingowe pełne lukru,
cukru i różowych muffinek z brokatową posypką. Czasami zabłądziłam na jakimś forum i z wypiekami na twarzy czytałam wpisy (licytacje) tych cudownych i
idealnych Matek Polek, jak to „wszystko jest kwestią dobrej organizacji” i
szlag mnie za przeproszeniem trafiał. Z żółci, zazdrości, ale i z powodu
wywyższania się. "Bo jak to sobie nie radzisz? Ja sobie świetnie radzę, choć mam
dwójkę dzieci, psa, kota, rybki i chomika. Nikt mi nie pomaga, bo mąż cały
dzień w pracy, moja chata wysprzątana na błysk, a dwudaniowy obiad plus deser
podany z palcem w nosie i w seksownych pończochach. A w ogóle to dzień po
porodzie ważyłam mniej niż przed ciążą.” Zajebiście. Poczułam się jak
niedorajda. A weźcie się schowajcie –
sobie pomyślałam – z tymi swoimi półkami bez kurzu, podłogą z której można
jeść, dwudaniowymi obiadkami i niepłaczącymi dziećmi. Przestałam więc czytać.
Odłożyłam też na półkę wszystkie poradniki, w tym w szczególności Tracy Hogg z
jej poradami jak ‘wytresować’ niemowlę. Wzięłam kilka głębszych oddechów.
Popatrzyłam na swojego syna i… zaczęłam się w niego wsłuchiwać, w jego potrzeby.
I jak tylko przestałam odczuwać potrzebę bycia panią idealną z ułożonymi
włosami i z uśmiechniętym niemowlakiem na rękach, to nagle zaczęło się wszystko
układać w całość. Przestałam walczyć ze swoim dzieckiem. Totalnie się mu poddałam. Potrzeby
mojego dziecka stały się moimi potrzebami. I teraz karmimy się kiedy chcemy,
śpimy kiedy chcemy, kąpiemy się kiedy chcemy (a kąpiemy,
kiedy zaczyna intensywniej „pachnieć” hehe, polecam!). Na spacery nie chodzimy,
bo nie lubimy, i już! Podłoga w mym mieszkaniu czarna (czyt. zafajdana) jest
niczym święta ziemia, a klop ze szczotką czasami i z tydzień się nie przywita. I
co? Jest dobrze! Panuje całkowita anarchia i chaos. Jan i ja doskonale czujemy
się w tej naszej NieRutynie. Mąż chyba też, bo odkąd przestałam się spinać na
moją twarz wrócił uśmiech! Nawet jak czasami nie ma dwudaniowego obiadu, to ruskie od
Pani Basi z osiedlowego sklepu też dają radę.
Moja NieRada dla Ciebie jak ogarnąć rzeczywistość? Pieprz wszystko! Przestań myśleć o tym, że inni sobie radzą, a Ty nie. Przestań walczyć ze swoim dzieckiem, wsłuchaj się w nie. Chce wisieć cały dzień na cycu? Niech wisi. A Ty zamów pizzę i weź dobrą książkę do ręki. Płacze jak idziesz skorzystać z toalety? To co? Stanie się mu coś, gdy pięć minut popłacze? Pewne rzeczy musisz przecież zrobić sama, choćby dla komfortu psychicznego. Dobrze o tym wiesz. Zacznij żartować ze swoich brudnych włosów, bałaganu i pojękiwań małego terrorysty w pampersie. No more drama! Przestań spinać poślady! Chociaż nie, wróć! Spinaj, bo to dobre ćwiczenia są wiesz na co! Na te wstydliwe mięśnie. A na pocieszenie Ci powiem, że to kiedyś minie. Serio, serio.
Myślisz sobie, że pewnie u mnie nie jest tak najgorzej skoro mam czas publikować wypociny na blogu? Dobrze powiedziane kochana, wypociny! Produkowane w pocie czoła od dziesięciu dni, między cycusianiem, a zmianą pampersa, wykorzystując każdą minutę spokoju. A teraz kończę i idę zanurzyć się w pościel cudownie pachnącą siuśkami i rzygowinkami mojego najukochańszego facecika o policzkach rumianych niczym chleb, który puszcza bąki niczym stary drwal i ślini się, jak pies na widok kiełbasy. Tak, śpię ze swoim dzieckiem. Przyzwyczai się? Trudno!Jest cudownie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz